wtorek, 15 grudnia 2015

~~Wesołych Świąt! ~~

Witajcie Robaczki,

Minęło znowu trochę czasu, odkąd ostatnio tutaj byłam i jeśli miałbym być szczera to nie przypuszczałam, że zjawię się tutaj jeszcze w tym boskim roku 2015. Ale... Da, dam! Jestem. Udało mi się. Najwyższy był na tyle łaskawy i uszczknął mi trochę swej mocy twórczej :)

Jednak nim przejdę do oddania w wasze ręce mojej "mocy kreatywnej", chciałabym trochę pozrzędzić jeszcze w tym roku :p

Przede wszystkim dziękuję za komentarze, które wciąż pojawiają się pod notkami. Cieszę, że co niektórzy wciąż ze mną są i nie zrażają się tym, że ja jestem dużo, dużo rzadziej niż było to jeszcze dwa lata temu :)

Lyco Ris dzięki ci za twój długi i analityczny komentarz :) Bardzo fajnie mi się go czytało. Jeśli chodzi o twoje pytanie dotyczące tego czy mam Betę, to mówię ci, że nie mam. Raz miałam i kiepsko się to skończyło, więc zrezygnowała z tej instytucji.

A teraz czas na życzenia Świąteczne...


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy,
filiżanki dobrej, pachnącej kawy,
piękna poezji, muzyki,
pogodnych świąt zimowych,
odpoczynku, zwolnienia oddechu,
nabrania dystansu do tego, co wokół,
chwil roziskrzonych kolędą,
śmiechem i wspomnieniami.
Wesołych świąt moje Robaczki!

                                                                     Lilyth



A!A! A! to jeszcze nie koniec! 

Musiałyście być wybitnie grzeczne w tym roku ponieważ Mikołaj mia dla was aż trzy prezenty. Linki do dwóch znajdziecie w  obrazkowych poniżej. Trzeci razem z tą notką.

Życzę Wam miłego czytania :)

Lilyth,








********************************************



  Rozdział XXVII


Siedzieli naprzeciwko siebie w milczeniu. Taemin skubał nerwowo pasek swojej torby, unikając kontaktu wzrokowego z Minho. Czuł się nie co głupio po tym nagłym i nie przemyślanym „wybuchu czułości”.

- Jestem twoim dłużnikiem Minee. – ciszę przerwał Choi. 

Taemin podniósł głowę, obdarzając bruneta spojrzeniem.

- Powinieneś być na mnie zły hyung. Złamałem obietnicę.
- Nie jestem aż tak małostkowy. – Minho uśmiechnął się i wyciągnął rękę, aby poczochrać czuprynę Taemina – Dziękuję Taeminee.

Lee odwzajemnił uśmiech, oblewając się lekkim rumieńcem. 

- A jak się czujesz hyung? – zapytał cicho.
- Nie ma tragedii. – zapewnił Minho, machając zabandażowaną ręką. – Mam wprawę w takich rzeczach.
- To znaczy, że będziesz teraz mieszkał tutaj? U brata?
- Na to wychodzi.
- Nie wydajesz się z tego zadowolony.
- To długa i skomplikowana historia. – Choi machnął rękę – Ciekawsze jest jednak to jak poznałeś mojego brata.
- Spotkałem go kiedyś przypadkiem na mieście razem z GoSunem hyungiem. 
- ‘Przypadkiem”, co? – mruknął pod nosem Minho, nie szczędząc sobie sarkastycznego uśmiechu.  Taemin zmarszczył brwi – Oh, nic Minee. – zapewnił Choi, zauważając pytające spojrzenie młodszego  – Głośno myślę. Napijesz się czegoś ciepłego? Musiałem strasznie zmarznąć w drodze tutaj.
- Nie trzeba hyung. 
- Trzeba, trzeba. 

Do pokoju wszedł Minseok z tacą, na której stały trzy kubki z parującą herbatą. Postawił każdy z nich przy tymczasowym właścicielu, samemu potem zajmując miejsce na fotelu stojącym przy kanapie. 

- No co tak się na mnie gapicie? Pijcie. Zwłaszcza ty Taemin. Jestem twoim dłużnikiem do końca życia. Uratowałeś mi dongseanga. – I mówiąc to poczochrał czuprynę Minho.

Choi przeklną, odtrącając rękę brata. Minseok zaśmiał się, upajając łyk herbaty ze swojego kubka. 
Taemin uśmiechnął się. Miło było zobaczyć tę stronę Minho – młodszego brata, który choć umysłem czuje żal, to sercem kocha jeszcze mocniej.

- Zazdroszczę wam. – wyznał.

Minseok i Minho spojrzeli na niego pytająco.

- Nawet jeśli wciąż jesteście w konflikcie, to i tak zawsze możecie na siebie liczyć. To musi być fajne. Mieć obok siebie kogoś, mimo wszystko.
- Taemin, coś się stało? – Choi posłała Lee podejrzliwe spojrzenie. 
- Nie hyung. Wszystko jest w porządku. 
- Minee. – Minho złapał go za rękę – Wiesz, że…
- Wiem, hyung. Wiem. – zapewnił, podstawiając kubek na stół i podnosząc się z miejsca. – Na mnie już pora. Mam dzisiaj jeszcze trening. 
- Poproszę, któregoś z chłopaków GoSunga, aby cie odwieźli. – oświadczył Minseok i tez się wyprostował – Poczekaj tuta chwilę. – poprosił, wychodząc z pokoju.

Taemin odprowadził go wzrokiem, poczym ciężko westchnął. Minho również dźwignął się do pionu.

- Hyung, nie powinieneś się ruszać!
-Nie jestem inwalidą Minee. – Minho zaśmiał się – Chodź odprowadzę cię do drzwi.

Lee skinął głową, ruszając w stronę korytarza. 

^^^

- Ja cię nie poznaje Kim Jonghyun. – powiedziała Jessica, kręcą głową z wyraźnego niedowierzenia. 
- A co ja mam powiedzieć? – jęknął Kim, uderzając czołem o blat kawiarniowego stolika.

Dziewczyna westchnęła ciężko, upijają łyk swojej gorące latte macchiato. Był jej nawet szkoda Jonghyun, mimo że od dłuższego czasu aż prosił się o lekcje z dziedziny kontaktów międzyludzkich na poziomie związków i uczuć.

- Zjebałem sprawę, nie? 
- Od razu tam zjebałeś… - Jung machnęła ręką – Skomplikowałeś ją tylko trochę.
- A to nie to samo co zjebanie? – Jonghyun wyprostował się.
- Oj mój Jongiee, Jongiee… - Jessica uśmiechnęła się i nachyliła nad stołem, aby potarmosić policzki Kim’a  - Będzie dobrze. Nie dramatyzuj tak.
- Noona przestań. – Jonghyun odsunął się od niej. – Naprawdę mam problem.

Dziewczyna wyprostowała się na krześle i skrzyżowała ręce na piersiach.

- Naprawdę chcesz mojej rady? – zapytała.

Kim skinął głową.

- Przestań robić z tego problem. Wykorzystaj to. Zmienień na możliwość. 
- Możliwość? – Jonghyun spojrzał na Jung, po czym parsknął ironicznym śmiechem – Chyba możliwość szybszej śmierci. Doskonale wiesz, ze moje relacje z Kibumem są porównywalne do tych jakie występują między małpą a rekinem.
- Nawet jeśli jest tak jak mówisz to zauważ, że nie przyszedł do tego całego Minho, kiedy miał problem tylko do ciebie.

Jonghyun ściągnął usta i zmarszczył czoło.

- Kurwa, Kim. – Jessica przeklęła – Ja wiem, że  z reguły używasz fiuta do myślenia, ale w tym wypadku jak sam zauważyłeś jego inteligencja nie podziała, więc skorzystaj z dobrego wujka mózgu i działaj!

^^^

- Key?
-Tak?
- Lubię cię.

Te słowa niczym zepsuta płyta, odtwarzał się w umyśle Kibuma w kółko. A najgorsze było chyba to, że to wyznanie zdawało się być szczere i prawdziwe. A już na pewno swoiste przerażenie i speszenia na twarzy Kim’a, gdy dotarło do niego co powiedział.

- Przepraszam cię Kibum… - drzwi pokoju otworzyły się i pojawiła się w nich burza rudych włosów – Mam nadzieję, że cię nie obudziłam.
- Nie, nie. Proszę.

Pani Kim uśmiechnęła się szeroko i weszła do pokoju. Swoje kroki skierowała prosto w stronę jego łóżka, na którym usiadła.

- Jak się czujesz? Lepiej? – zapytała z matczyną troską.
- Tak. Dziękuję. I przepraszam, że…
- Nie przepraszaj. – matka Jonghyun weszła mu z w zdanie – Cieszę się, że przyjąłeś zaproszenie. Jonghyunowi chyba też ulżyło.
- Ulżyło? – Key zmarszczył brwi.
- Tak. – kobieta uśmiechnęła się – Może na takiego nie wygląda, ale to dobry i w gruncie rzeczy wrażliwy dzieciak. 
- Taa… Na to wygląda. – odparł cicho szatyn. 

Jonghyun martwił się o nie? Serio?

- Kibum? – spojrzał na matkę swojego kolegi – Nie zwykłam się wtrącać w osobiste sprawy mojego dziecka, nawet jeśli do końca ich nie pochwalam… Ale ukrywać faktu, że nie podobają mi się twoje siniaki na nadgarstkach nie mam zamiaru...

Szatyn spojrzał na swoje ręce, które obnażały właśnie ślady jego wczorajszej walki. Spuścił głowę,  naciągając szybko rękawy bluzy najmocniej jak się dało.

- Proszę nie odbierz tego jako ataku, czy ultimatum. Nie chcę też wymuszać na tobie rozmowy o twoich prywatnych sprawach, bo nie jesteśmy tak blisko. Ale chcę, abyś wiedział, że możesz mi zaufać i, że jeśli tylko będę mogła to ci pomogę.
- Dziękuję pani. – powiedział nieśmiało, zgryzając dolną wargę. – Będę o tym pamiętał.
- Cieszę się. – kobieta delikatnie pogładziła go po włosach.

W pierwszej chwili Kibum skulił się. Nie przywykł do tego typu dotyku, albo przynajmniej od niego odwykł. Odkąd matka zajęła się swoją nową rodziną, wszelkiego tego typu rzeczy gdzieś z niego uleciały. Stały się obce i nienaturalne. Po chwili jednak poczuł namiastkę ciepła i bezpieczeństwa. Było to dziwne zwłaszcza, ze to był pierwszy raz kiedy spotkał panią Kim. 
Czyżby poczuł właśnie dotyk prawdziwej, kochającej matki? Tak czuje się dziecko, o które dba matka? Jeśli tak, to Kim Jonghyun był niesamowitym szczęściarzem.

- A! Zapomniałabym! – krzyknął nagle kobieta, z kieszeni spodni wyciągając telefon. Jego telefon. – Miałam ci go dać rano, ale tak się spieszyłam do pracy, że zabrałam go ze sobą.– Key przyjął urządzenie.- Dzwonił kilkakrotnie. Pozwoliłam sobie odebrać tylko połączenie od twojej babci. – przyznał się pani Kim -  Powiedziałam jej, że jesteś u mnie w domu.
- Dziękuję. – Kim skinął głową.
- Twoja babcia musi być niezwykłą osobą. Jej głos jest tak ciepły i melodyjny.
- To prawda. Drugiej takiej nie ma. Jako jedyna mnie chciała, kiedy rodzice się rozwiedli.
- Przykro mi, nie wiedziałam…
- Proszę nie przepraszać. To dawne dzieje. – Kibum uśmiechnął się słabo. 
- Dorośli potrafią być nie sprawiedliwi, co?
- Raczej egoistyczni. Z resztą, kto w dzisiejszych czasach taki nie jest.
- Może i masz rację. – pani Kim przytaknęła głową – Sama się rozwiodłam, przez co Jonghyun w najgorszym okresie dla chłopca, musiał dorastać bez ojca. 
- Nie wydaje się winić pani za to.
- Nie powie tego głośno, ale wiem, że ma do mnie żal. 

Kibum poczuł się głupi. Nie zmierzał jątrzyć ran, zwłaszcza że pani Kim wydawała się dobrą kobietą i kochającą matką.  

- Pani Kim, ja… - otwierał właśnie usta, aby przeprosić, kiedy zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i zmarszczył czoło.
- Nie odbierzesz?

Czy on naprawdę chciał rozmawiać z Park GoSungiem?

^^^

Szedł wolno  zatłoczonym chodnikiem, nie starając się wybitnie przeciskać między zbitymi w dziwne stada ludźmi.  Jego umysł obfitował w tak wiele myśli, że aż dziw go brał, ze jeszcze nie eksplodował.  Gdyby był dorosły, pewnie zapił by to alkoholem, ale nie był. I jedyne na co mógł sobie pozwolić to sok pomarańczowy.

Westchnął ciężko i unosiła głowę do góry, obserwując sunące w żółwim tempie chmury.  

- Taemin. – spojrzał przed siebie.

Kilka kroków od niego stał Jongin. Jego serce gwałtownie przyspieszyło i poczuł narastające uczucie paniki. 

- Nie bój się. Nic ci nie zrobię.- odezwał się chłopak, widocznie zauważając jego przerażanie. – Możemy pogadać?

Taemin przez chwilę się wahał. Doskonale wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, ale z drugiej strony nie był pewny czy jest na nią gotowy. Tutaj nie chodziło tylko o niego. Tutaj chodziło przede wszystkim o jego najlepszego przyjaciela, które za nic w świecie nie chciał starć. A przecież dużo nie brakuje aby się tak stało. Wystarczy tylko, że źle coś powie, albo zrobi.

- Proszę, Taemin. - Lee w końcu skinął głową, dając się prowadzić.

Jongin zabrał go do niedużej kawiarenki. Już na samym wejścia dało się odczuć w niej niecodzienne ciepło. Jego przyjaciel musiał bywać tutaj dość często, bo nawet nie zdążył o nic zapytać jak wskazano im stolik. Szatyn bez słowa zajął przy nim miejsce. Taemin zrobił to samo. Czuł jak jego mięśnie nieprzyjemnie się napinają.

- Przepraszam jeśli czujesz się niekomfortowo. – odezwał się Kim – Nie zamierzałem do tego doprowadzać.
- Nie przepraszaj. Sam jestem sobie winny, że nie widziałem najważniejszej rzeczy na świecie. – odparł cicho Lee. – Jestem beznadziejnym przyjacielem.
- Nie jesteś. Jesteś najlepszym jakiego miałem. – zapewnił Jongin – I mam nadzieję, że wciąż mogę mieć. Nawet po tym co zrobiłem… 

Taemin zgryzł dolną wargę, przywołując wspomnieniami tamten desperacki i słodko – gorzki pocałunek. Uczucie ucisku w klace piersiowej nie co przybrało na sile, ale już nie z powodu strachu, ale dziwnego uczucia, którego nie potrafił nazwać.

- Wiem, że po tym co ci zrobiłem, możesz czuć do mnie obrzydzenie i potrzebować czasu, aby…
- Nie czuję do ciebie obrzydzenia. – Lee przerwał mu ostro i po raz pierwszy odkąd znaleźli się w kawiarni, spojrzał mu prosto w oczy – Nie czułem go wtedy, kiedy mnie pocałowałeś, ani nie czuję go teraz. Jedyne co w tej chwili czuję, to żal do samego siebie, że byłem takim egoistą. Że skupiałem się tylko na sobie i swoich problemach, nie zauważając nawet cienie twoich. Kiedy pomyślę sobie jak musiałeś się czuć, kiedy nie mogłeś mi powiedzieć o tym co czułeś… 
- Minee… - Jongin chwycił Taemina za rękę i zamknął ją w uścisku swojej. – Nie obwiniaj się o coś, na co nie miałeś wpływu.  O coś czego nie mogłeś zobaczyć. To co do ciebie czuję, to moje prywatne uczucia, więc w żadnej sposób nie czuj się zobligowany, aby na nie odpowiadać.
- Ale…
- Nie ma „ale” Taeminee. Stało się jak się stało. Czasu nie cofnę. Mogę tylko mieć nadzieję, że uda nam się w jakimś stopniu przywrócić to co kiedyś między nami było. Niczego więcej nie chcę. 
- Ale Kai to…
- Minee nie ma sprawiedliwości na tym świecie, a już tym bardziej w uczuciach…

^^^

Leżał na łóżku z przymkniętymi oczami i ze słuchawkami na uszach  oraz  gałką volum przekręconą na maxium. Czy myślał o czymś konkretnym? Nie specjalnie. Po prostu się relaksował. Oczywiście nie oznaczało, że nie był czujny. Doskonale wiedział, ze od dłuższego czasu nie jest sam w pomieszczeniu, jednak zdecydował się jeszcze nie wchodzić w interakcję ze swoim gościem. 

- Długo jeszcze zamierzasz mnie ignorować Park? 

GoSun uśmiechnął się pod nosem, ale nie otworzył oczu.

- Park. 

Poczuł jak łóżka ugina się pod dobrze znanym mu ciężarem. Po chwili słuchana muzyka stała się własności otaczającej go rzeczywistości.

- Park GoSun musimy pogadać.
- Choi, jesteś gorszy niż nie jedna panienka. – Park otworzył oczy i usiadł – O czym chcesz znowu pogadać?
- Chcę, abyś przestał mieszać się w sprawy Minho. Nie ułatwiasz mi tym niczego.
- I bardzo dobrze. Za długo miałeś łatwo.
- Park. – upomniał go ostro Minseok.
- No, co Choi? Nie ma racji? Ty poszedłeś na łatwiznę jako pierwszy, nie Minho. Nie sądzisz, że karma musi się nie co wyrównać?
- Znowu zaczynasz?
- Ja niczego nie zaczynam. Żal mi po prostu twojego brata, bo to dobry dzieciak.
- Myślisz, że tego nie wiem?
- No właśnie chyba nie wiesz, bo gdybyś wiedział to byś mu tego nie  robił. Jemu i innym z resztą też.

Minseok poderwał się gwałtownie z łóżka, podszedł do okna i energicznie rozsunął zasłonę. GoSung również podniósł się i podszedł do przyjaciela. Oparł się plecami o ścianę, krzyżujące ręce na piersiach.

- Uważasz mnie za złego człowiek, prawda? – zapytał Choi, po chwili.
- Nie mnie cię oceniać. 
- Jesteśmy przyjaciółmi. Możesz być ze mną szczery.
- Ja już ci swoje powiedziałem, ale co ty z tym zrobisz nie wiem. Mam tylko nadzieję, że ucierpi na tym jeszcze więcej osób.

^^^

Pędził jak szalony zatłoczonym chodnikiem, przeciskając się nie zawsze grzecznie między zbitymi w dziwne stada ludźmi. Wykonując dziwne slalomy, przewracając mniejsze przedmioty czy wpadając na podobnie jak on śpieszących się przechodniów, dotarł do największego skrzyżowania tej metropolii. Stojąc w ścisku modlił się o zielone światło.

Nagle poczuł lekkie pchnięcie do przodu. Spojrzała na sygnalizator. Wciąż palił się na czerwono. Odwróciła głowę, zaglądając sobie przez ramię. Stał za nim wysoki i szczupły facet, ubrany w dość niecodzienne ubranie, z laską i cylindrem na głowie. Uparcie patrzył się przed siebie, jak było tam coś ciekawego. Gdy zapaliło się zielona lampka, razem z tłumem ruszył przez przejście, mijając go bez słowa. Pokręcił tylko głową i ruszył stać na kolejnych pasach.

Układ dróg w tym mieście był koszmarny.

Gdy w końcu znalazła się przed budynkiem, w którym mieściło się mieszkanie Minseoka, odetchnęła z ulgą. Wpadł na klatkę schodową, a potem schodami prosto na trzecie piętro. Nie miał czasu czekać na windę. W dłoni cały czas ściskał telefon, a w głowie odtwarzał pięć słów: „ojciec prawie wczoraj zabił Minho”. Czy oni naprawdę skrzywdzili kogoś w poprzednim życiu?

- Choi Minho! Otwieraj! – zaczął od razu walić w drzwi z numerem 304. – Choi Minho do jasnej cholery! – krzyczał, nie przestając uderzać. Miła w dupie czy sąsiedzi gapią się na niego, czy właśnie wzywają policję.

W końcu usłyszał szczęk przekręcanego od wewnątrz zamka. Jasa łuna światła z przedpokoju wypadała na korytarz. Kibum nie czekał, aż Choi otworzy drzwi szerzej, ani tym bardziej czy zaprosi go do środka. Władował się do mieszkania bez zbędnych ceregieli, zatrzaskując drzwi za sobą.

- Ki- bum? – Minho zmarszczył brwi, wyraźnie nie pewny tego czy to na pewno on czy nie.

Key nic nie odpowiedział. Był zbyt wściekły, aby coś w tej chwili powiedzieć.

- Key… – Choi wyciągnął rękę, by dotknąć jego czerwonego z wysiłku i chłodu policzka – Co ty…?
- Nie odzywaj się do mnie teraz. – fuknął na niego – Milcz, do póki nie pozwolę ci mówić.

Minho posłusznie skinął głową, cofając rękę. Kim zlustrował go od góry do doły, rejestrując wszelkie siniaki, rany i zadrapania.

- Idota. – powiedział w końcu, spoglądając Choi prosto w oczy –Idiota. – powtórzył uderzając bruneta w klatkę piersiową  – Skończony idiota…
- Kibum… 
- Głupiec… Egoista… – wymieniał, uderzając koszykarza co raz mocniej. 
- Key… - Minho, chwycił go za dłonie i przytrzymał.
- Nie pozwoliłem ci jeszcze mówić. – powiedział, czując jak w gardle staje mu nieprzyjemny gul, a oczy zachodzą łzami.
- Wiesz, że z reguły nie przejmuję się tym co inni do mnie mówią. – odparł łagodnie Choi, pochylając się nie co, aby złapać z nim kontakt wzrokowy. – Kibum, spójrz na mnie. – poprosił. – Key…

Kim uległ. Spojrzał w te jebane czekoladowe oczy i rozkleił się totalnie. Wyrwał dłonie z uścisku Minho i zarzucił mu na szyję. Choi odwzajemnił uścisk niemal od razu. 

- Nienawidzę cię Choi… - szepnął, mocniej wtulając się w bruneta – Tak bardzo cię nienawidzę…

^^^

Wsunął klucz w zamek i przekręcił go. Mechanizm cicho zgrzytnął i w łaskawości swojej pozwolił mu wejść do domu. 

- Jestem. – zawołał z progu.

Pani Kim wychyliła głowę z kuchni, śląc mu uśmiech.

- Obiad zaraz będzie. Idź umyć ręce.
- Kibum śpi? – zapytał, ścigając kurtkę i buty.
- Wyszedł gdzieś w pośpiechu jakiś czas temu. – odparła pani Kim.
- Jak to wyszedł? – Jonghyun zesztywniał – Gdzie?
- Nie  jestem pewna skarbie. Zawonił jego telefon, a potem grzecznie przeprosił i pobiegł gdzieś bardzo szybko. Był bardzo zdenerwowany.

Kim w pośpiechu wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer Kubuma. Nie miał najlepszych przeczuć co do tego wszystkiego. 

- Jongiee, wszystko gra? 
- Nie wiem mamo. Sam już nie wiem. – odpowiedział, w duchu modląc się o to aby Key odebrał ten jebany telefon. – Naprawdę, nie powiedział gdzie idzie, albo kto zadzwonił?
- Nie, ale … - kobieta zawahała się – Być może osoba, która zadzwoniła nazywała się GuSan? GuSen? – Zaczęła wymieniać -  Nie jestem jednak  pewna. Przez krótką chwilę widziałam tylko ekran jego telefonu.

„Park GuSun” – zaświtało w głowie Jonghyun. Spojrzał na ekran swojego telefonu, gdzie nie przerwanie dochodziło do próby połączenia się z numerem Kibuma. 
Westchnął ciężko i rozłączył się.

- Jongiee?
- To nic mamo. – zapewnił – Co na ten obiad?
- A co z…
- Nic mu nie będzie. Już się domyślam gdzie jest. – odparł chowając komórkę w kieszeń bluzy.

Dwa jeden dla ciebie Choi.

^^^

Jinki nie był aż tak głupi, za jakiego mieli go inni uczniowie. To, że wiele nie mówił i robił, nie znaczy, że nie widział i nie wiedział.

Ukryty teraz w cieniu, obserwował jak jeden z uczniów zuchwale i namiętnie kserował nielegalnie kartki w jego własnym pokoju. Pewne osoby nigdy nie przestaną go zaskakiwać.

Pokręcił tylko głową i podniósł z ziemi kartkę, którą wypluła drukarka. 

- Jesteś aż tak bardzo zdeterminowany?

„Włamywacz” podskoczył jak poparzony, wypuszczając pozostałe kartki z dłoni. Niczym biały śnieg pokryły one podłogę. Jinki podniósł kilka, które spadły mu pod nogi i westchnął ciężko.

- Żal mi ciebie. – powiedział, oglądając wydruki.
- Nie doniesiesz na mnie. – powiedział pewnie chłopak, obdarzając Lee pełnym zuchwałości spojrzeniem. - Bo wiesz co się wtedy stanie.
- Zamierzasz mnie szantażować? Mnie? Przewodniczącego?
- Phy! – brunet prychnął –Przewodniczący my ass. Jesteś jeszcze bardziej żałosny niż ta dwójka. 
- Być może, ale to nie ja mam ojca geja.

W chłopaku wyraźnie się zagotowało. Ścisnął usta i z całej siły przygwoździł Jinkiego do ściany.

- Tobie życie naprawdę jest nie miłe, co? – wycedził przez zaciśnięte zęby.
- W brew przeciwnie. Bardzo je lubię. Tacy ludzie jak ty strasznie mi je ubarwiają.
- Nie jesteś normalny, prawda?
- A kto jest w dzisiejszych czasach. – Lee wyszczerzył się. – Możesz mnie już puścić? Gnieciesz mi koszulę.

Brunet uśmiechnął się krzywo, zwalniając uścisk. Jinki poprawił ubranie.

- Jutro cała szkoła to zobaczy. – oświadczył, zbierając kartki z podłogi.
- Osiągniesz tym swój cel?
- A jak ci się zdaje? W końcu mit o wielkim Choi i jego jebanym, genialnym synu upadnie. Ludzie nareszcie poznają prawdę.
- Oczywiście. – Jinki skinął głową.
- To wszystko? Nie zatrzymasz mnie?- chłopak wydawał się strasznie zdziwiony.
- Nie. Mam jednak tylko nadzieję, że dokładnie wszystko przemyślałeś.
- Oczywiście. – powiedział pewnie, spoglądając Lee prosto w oczy.
- Więc dobrze. Niech i tak będzie. 

Chłopak skinął głową, wyprostował się i pospiesznie opuścił gabinet przewodniczącego szkoły. Jinki odprowadził go wzrokiem, po czym usiadł na oparciu kanapy. Z kieszeni wyjął jedną z kartek, którą wcześniej podkradł swojemu gościowi. 

- Burza nadciągnęła szybciej niż przypuszczałem  - powiedział do siebie, spoglądając na odbitkę zdjęcia na którym Minho i Kibum się przytulają. – Szkoda tylko, ze jedyną osobą, która na tym ucierpi, będziesz to ty… - podniósł wzrok i spojrzał na drzwi, którymi wyszedł brunet -  Jay Park…


7 komentarzy:

  1. Aaaaa! Dopiero teraz to widzę, a tyle czasu minęło, a ja głupia już się bałam, że odeszłaś bez pożegnania.. Tyle miałam do przeczytania, hu hu.. Przyznam, że The way we are ma chyba najbardziej tajemnicze wątki, bo ciągle mnie coś tu zaskakuje i nawet nie chcę myśleć o tym jak to wszystko się skończy, woląc poczekać na twoje rozwiązania. Kim Jonghyun zakochany po uszy, jednak ciągle coś przeszkadza mu w podbiciu serca, haha. Ja tam jestem ciekawa, czy to się przypadkiem znowu nie odwróci o 360 stopni i nie wysuną nam się na światło dzienne jakieś nowe relacje... To w końcu ty, a to opowiadanie miało być dla nas szokiem. Cierpliwie czekam!
    Sex, drug's and rock n'roll- standardowo dużo śmiechu, szczególnie kiedy pojawia się tam para JongTae i niepohamowany język Jonga. Córeczka MinKey bystra jak tatusiowie.. Dawno nic nie było ze wszystkimi razem! Jestem ciekawa jak to takie 'wypady' czy inne imprezy wyglądają, kiedy nie ma z kim zostawić dziecka.
    Krótkie opowiadanie MinKey, cios w moje serce, bo wzruszyłam się i ech. Stara miłość nie rdzewieje, czy jakoś tak.
    Dziękuję za wszystko, za życzenia również! Skoro już po świętach, ode mnie na nowy rok samych powodzeń i dużo weny!! ♥ Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szalona autorko.
    Właśnie się zastanawiam kim jesteś..
    Spędziłam z Tobą tyle czasu. Jak o tym pomyślę to trochę mnie to przeraża. Zazwyczaj czytałam twoje opowiadania między 5 a 6 rano w drodze do szkoły, tak się składa że teraz po jakiś 5 latach znowu jadę tym samym autobusem i czytam twojego bloga. Pamiętam jeszcze twoje stare opowiadania o takim wakacyjnym temacie.
    Bardzo ładnie piszesz, czy to co teraz robisz w życiu choć trochę jest z tym związane ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) Nie masz pojęcia jak miło jest słyszeć, że po mimo upływu czasu ktoś o tobie jeszcze pamięta:)
      Czy jestem taka szalona, to nie nie wiem, ale podobno ci co uważają się za normalnych zwykle są nie do końca normalni :P
      A odpowiadając na twoje pytanie, to mój zawód czy praca którą aktualnie wykonuje nie jest ani trochę związana z pisaniem.

      Pozdrawiam,
      Lilyth

      Usuń
  3. Witam!
    Zebranie się do napisania tego komentarz trwało ponad trzy miesiące. Teraz ogólnie byłby czas, aby podać standardowe wymówki typu "pełno nauki", "wymagająca praca", "kot spuścił mi laptopa w kiblu", lecz kogo to tak naprawdę obchodzi? Liczą się czyny, których u mnie, niestety, zabrakło. Jeżeli mam być szczera zbierałam się do napisania tego komentarza z sześć razy? Za każdym razem wydawał mi się on zbyt przesłodzony, pozytywny i sprzeczny z moją osobą, dlatego kasowałam go po pięciu minutach wgapiania się w ekran. No, ale do rzeczy, bo znowu zaczynam gadać bezsensu.
    Najpierw pobawię się w "zło wcielone", czyli... jak chłostać niewinne autorki za (dam dam dam) literówki!
    Normalnie zaraz nakopię Ci do tyłka i to tak, że przez miesiąc na nim nie usiądziesz! Trzecie zdanie, dlaczego tam jest "nie co"? "Nieco" pisze się razem i proszę bardzo ładnie mi to poprawić, bo będzie źle, o!
    + "nieprzemyślanym" też ma być razem. To ciągle trzecie zdanie!
    "Taemin odprowadził go wzrokiem, poczym ciężko westchnął." "Po czym" oddzielnie.
    "Był jej nawet szkoda Jonghyun..." <--- Zjadłaś "o" i to w takim stylu, że nawet ja się głodna zrobiłam :w:
    "Zmienień na możliwość." Co on ma zrobić? Jessica się zająknęła? Nie wiem dlaczego, ale mnie to rozbawiło x3
    "Te słowa niczym zepsuta płyta, odtwarzał się w umyśle Kibuma w kółko." Głodna musiałaś być >w< "y" mi się zgubiło. + ja bym chyba wywaliła stąd ten przecinek.
    "A już na pewno swoiste przerażenie i speszenia na twarzy Kim’a, gdy dotarło do niego co powiedział." <--- nie ogarnęłam zdania, więc powiem tylko... Dibibidibi my name is Mihoł.
    "Jonghyun martwił się o nie? Serio?" EKHEM, EKHEM. O nie? W sensie o rany, czy o Kibuma jednak?
    "Westchnął ciężko i unosiła głowę do góry, obserwując sunące w żółwim tempie chmury." Ja wiem, że Taemin wygląda jak dziewczynka, ale... no od razu stosować formę żeńską?
    "Tutaj chodziło przede wszystkim o jego najlepszego przyjaciela, które za nic w świecie nie chciał starć." "Którego raczej", ale co ja tam wiem. I "starć"?
    Parę zdań dalej kolejna literówka zamiast "wejściu", napisałaś "wejścia", co nijak nie pasuję do zdania. Potem znowu jest "cienie", zamiast "cienia". Nah, potem "Nie specjalnie" powinno być razem. Masz jeszcze parę literówek z scenie Minho i Key (głównie: przestań robić z Key dziewczynkę! xD), ale ja nie mam serca Ci ich wytykać, po prostu za bardzo lubię tę scenę. Skończę na tym, co wymieniłam i co mnie najbardziej raziło. Dodam, że stawiasz często w dziwnych miejscach przecinki i nie uważasz na to, co piszesz. JEDZ PRZED PISANIEM, BO POTEM LITERKI ZNIKAJĄ.
    I nie mówię tego złośliwie, po prostu dbam o estetykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE ZMIEŚCIŁAM SIĘ... KOLEJNY BLOG I KOLEJNY RAZ NIE MOGĘ SIĘ ZMIEŚCIĆ W KOMENTARZU. CZY Z MOIM TYŁKIEM JEST COŚ NIE TAK? (na pewno z Ego) CZY ON JEST ZA DUŻY NA TEN BLOG?

      Dalsza część:

      Dobra, to byłoby na tyle z tych złych i okropnych rzeczy, a teraz... Minho i Key. Skupiłam się głównie na wszystkim od tej sceny, bo toż to iście genialnie wykombinowałaś.
      "Dwa jeden dla ciebie Choi" Pfy, Bo Choi Minho to istny geniusz (ekhem, troglodyta), także nie ma się co dziwić, że wygrywa. Poza tym... Jjong mu nie podskoczy... i tu nie chodzi o wzrost xD (no... może troszeczkę)
      W każdym razie ta scena była piękna, jak to się mówi... Od nienawiści do miłości tylko jeden krok, także Kibum i jego słowa "Nienawidzę Cię, Choi!" coś znaczą... na pewno.
      Z drugiej strony natomiast strasznie żal mi Jonghyuna i... nie jestem pewna teraz za którą parą jestem. Na pewno nie za 2Min, bo ten paring był dobry trzy lata temu! Choć w sumie to nie... nie był. Podoba mi się natomiast wizja TaeKai. Zabrakło mi tylko Sehuna krzyczącego "Yehet!", ale ogólnie rozdział bardzo mi się podobał ^^ Nawet jeżeli komentuję go z trzy miesięcznym opóźnieniem.
      A no i właśnie, trzy miesiące...
      Z całym szacunkiem do autorki i jej twórczości, którą miała zaszczyt publikować na blogu od 2012 roku, jak każesz nam czekać jeszcze miesiąc to Cię znajdę i... zjem Ci kota. Nawet jak go nie masz i tak to zrobię.
      Także trochę marudziłam, trochę posłodziłam, trochę pogroziłam, więc mogę iść coś zjeść.
      Yehet!

      Pozdrawiam i Życzę weny,
      Lyco ~ Ris.

      Nananana ChenChen.

      Usuń
  4. Tęsknimyyyy... :(
    Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do nas wrócisz !!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czekam :__: Gdzie mój MinKey?
    Gdzie moje feelsy? Ożyj T___T

    OdpowiedzUsuń