wtorek, 15 grudnia 2015

Middle Age Love.



Tytuł: Middle Age Love
Paring: MinKey
Lenght: AU


- Choi! Mógłbyś się ruszyć i mi pomóc?

Minho westchnął ciężko, ociężale podnosząc się z kanapy. Swoje kroki skierował w stronę łazienki, w której urzędował Kibum.

Odkąd się rozwiódł jakieś pół roku temu, Kim stał się dość częstym bywalcem w jego mieszkaniu. Nie żeby mu to przeszkadzało. Było to właściwie odświeżające po osiemnastu latach monotonii i stagnacji na każdym możliwym froncie.

- Możesz mi powiedzieć, co ty robisz? – zapytał, opierając się nonszalancko o framugę drzwi.
- Odsuwam pralkę jakbyś nie zauważył. Za nią też się sprząta dla twojej informacji.
- Skoro tak mówisz. – Minho wzruszył ramionami, pomagając Kimowi odstawiać nie co urządzenie.
- Bez urazy dla twojej byłej żony, ale fanką sprzątania to ona nie była, co?
- Nie bardzo. Wyznawała równouprawnienie w każdej dziedzinie.
- Nawet w łóżku?

Minho wyprostował się, a Kibum zastygł.

- Sorry. – rzucił szybko speszony – Nie moja sprawa.

Choi skrzyżował ręce i zaśmiał się.

- Zawsze lubiłem twoją nieprzemyślaną bezpośredniość – wyznał – I nie, dominację w łóżku zostawiała mi. 

 Kim przytaknął, wrzucając mopa do wiadra. Wytarł ręce i spojrzał na Minho.

- Zrobię nam jakiś obiad, co ty na to? Masz ochotę na coś konkretnego?
- Kibum, nie musisz nic robić. I tak…
- Nie dyskutuj ze mną Choi. – przerwał mu ostro – Nie pozwolę, abyś kolejny dzień z rzędu jadł zupę z plastowego kubka. Nie masz już dwudziestu lat i jak chcesz jeszcze poegzystować na tym zajebistym świecie, powinieneś zacząć o siebie dbać.
- Lubisz mi wypominać mój wiek, co?
- Nie bardzo, bo wtedy przypominam sobie swój.  – odparł Kibum, mijając Minho w drzwiach. – Obiad za pół godziny. Możesz się przez ten czas umyć.
- Zadaje się, że popełniłem błąd i  poślubiłem złą osobę. – Choi zaśmiał.
- Dopiero teraz to zauważyłeś?  - prychnął Kibum arogancko – Pół godziny Choi i widzę cię przy stole. – zagrzmiał jeszcze, nim zniknął za rogiem korytarza.

^^^

Było dobrze po pół nocy, a on wciąż nie mógł zasnąć. Kręcił się w te i z powrotem, starając się znaleźć sobie odpowiednie miejsce i pozycje, jednocześnie nie dotykając przy tym śpiącego obok Kibuma. Jego słaba głowa była momentami naprawdę problematyczna, ale zmiana charakteru o sto osiemdziesiąt stopni niezwykle słodka.

- Minho? – usłyszał nagle swoje imię.

Niepewnie odwrócił się, nieoczekiwanie krzyżując wzrok ze wzrokiem należącym do Kibuma.

- Obudziłem cię? – zapytał.
- Nie. – zapewnił.
- Chcesz wody?
- Nie. – Kibum pokręcił przecząco głową. – Chcę cię o coś zapytać.
- O co?
- Czemu się rozwiodłeś?

Choi ściągnął usta.

- Nie chcę o tym mówić. – odparł chłodno.
- Jasne. – Kim skinął głowa, odwracając się do niego plecami – Dobranoc. – szepnął jeszcze.

Minho poczuł się winny.

^^^

Siedział na trybunie, czekając na koniec treningu.  Od czasu do czasu zerkał na Minho, który przechadzał się wzdłuż linii boiska, wyraźnie coś analizując. Musiało to być coś dużego, ponieważ chodząc trzymał ręce za plecami. To był jego nawyk i znak, aby mu nie przeszkadzać.
Choi od dziecka wiedział, co chce robić w życiu i upór  jakim dążył do osiągnięcia swojego marzenia był naprawdę godny podziwu. Nie wielu było stać na takie poświęcenie.

-To koniec na dzisiaj. –oznajmił  w końcu zawodnikom, którzy z wyraźną ulgą przyjęli komunikat trenera. Skinęli głowami na pożegnanie i ruszyli w stronę szatni.

Gdy tylko boisko opustoszało, podniósł się z miejsca i zszedł na murawę do Choi.

- Minho.- zawołał do niego.
- Kibum?- Choi odwrócił się, posyłając mu pytające spojrzenie -  Co ty tutaj robisz?- zapytał zdziwiony.
- A jak sądzisz? – uniósł siatki z zakupami – Zapraszam cię na obiad.
-Ohh… ale…
- Oh, c’mon Choi! – chwycił go za przedramię, robiąc słodką minę.

Minho uśmiechnął się i poczochrał mu czuprynę.

- Naprawdę masz czterdzieści lat?
- Ej! – Kibum obruszył się.
- Okey, okey. – Choi zaśmiał się – Przyjmuję zaproszenie.

^^^

- Gaszę światło. – oświadczył Minho, pilotem przyciemniając światło w pokoju.
- Jasne. – Kibum skinął głową, otulając się kołdrą i przekręcając na bok.

Choć to nie był pierwszy raz, kiedy spał z Minho w jednym łóżku, to jednak dzisiaj nie czuł się z tym wybitnie komfortowo. Może dlatego, ze przypominało to scenę z ich poprzedniej, mało przyjemnej rozmowy.
                                                                                                                                                                            
- Kibum? – drgnął na dźwięk swojego imienia, które niczym burza przecięło ciemność.
- Tak? – zapytał niepewnie.
- Pamiętasz jak ostatnio zapytałeś mnie dlaczego się rozwiodłem?
- Hmm… - mruknął.
- Z powodu córki. – wyjaśnił Minho – Tak właściwie to ona nie jest moja.
- Co?!  - krzyknął, gwałtownie przekręcając się do wnętrza łóżka.

Teraz jego twarz i twarz Minho dzieliły milimetry.

- Kiedy się żeniłem, Solbin była już w ciąży. – kontynuował Choi - Spotykała się wcześniej z jakimś nadzianym gościem, co miał żonę. Obiecywał, że się z nią rozwiedzie dla niej, ale tego nie zrobił. Wtedy okazało się, że jest w ciąży. Nie chciała usuwać dziecka, a ponieważ nasi rodzice się znali i prowadzili razem interesy to, to małżeństwo było im na rękę. Ratowało godność obu rodzin.
- Nie rozumiem…

Minho uśmiechnął się niepewnie, łapiąc Kibuma za rękę i splatając swoje palce z jego. Serce Kim’a gwałtownie przyspieszyło.

- Naprawdę nie wiesz kogo kochałem przez te wszystkie lata?
- Nie wiem. – Kim pokręcił głową – Skąd mam wiedzieć. Miałeś żonę i …

Jego zdanie urwało nagłe poruszeni ze strony Minho. Brunet niespodziewanie przekręcił go i zawisł nad nim, zakleszczając mu ciało miedzy swoimi rękoma.

- Kibum… - Choi pochylił się, wyszeptując jego imię – Czemu z nikim do tej pory się nie związałeś?
- Ja… - Kim spojrzał Minho w oczy. Były tak zmartwione, ale jednocześnie tak ciepłe – Ponieważ byłem zakochany w mężczyźnie. – wyznał z ciężkim bólem.
- Byłeś?
- Wciąż jestem.
- Czy…?
- Ja nie jestem już tak młody jak kiedyś Minho. Wielu rzeczy ci już nie dam. Naprawdę wciąż mnie chcesz?

Choi uśmiechnął się i delikatnie musnął usta Kibum’a.

- Zawsze chciałem tylko ciebie…


1 komentarz: